Ave
Ciemne chmury zjadają plany przyszłosci. Ja już kupiłam bilet powrotny na 12 kwietnia - T. zostaje.
Jednym słowem - katastrofa.
Zawsze jakoś sobie radziłam, kombinowałam - ale tutaj nigdy mi sie nawet "jako tako" nie udawało.
Trzy lata i wracam -praktycznie bez niczego - cos jednak było (nauczyłam się tego jebanego języka), który i tak nie dał mi większego pola manewru (sic!)
Siedzimy w domu. Ostatnio wpadł na chwilę do nas znajomy i mówi, że jego znajomi potracili pracę, a on sam pracuje tylko 3 dni w tygodniu...
Mówiłeś mi o tym, że składałeś papiery na benefity itp.
Chyba nikt Ci tego jeszcze nie powiedzial, ponieważ w job centre, czy w 1stop w bibliotekach zawsze będą mówić że jest ok, że trzeba czekać...
W tamtym roku średnio słowianie czekali od 8 do 1,5 roku na cokolwiek (z czego tylko garstka otrzymała cokolwiek) zapomogę + godziny użerania sie na wysyłaniu ponownie tych samych papierów ponieważ do tych tam na górze nie dotarły (my też składalismy papiery kilka razy wysyłaliśmy tą samą rzecz za przedostatnim razem wysłaliśmy specjalnym listem potwierdzającym i co? I stwierdzili najpierw że nie doszło i zamkną nasza sprawę, ale powiedzieliśmy że mamy potwierdzenie, to gosciu przeprosił i powiedział, że najwidoczniej sie zagubiło i trzeba wysłać jeszcze raz- użeranie +kupe kasy na listy)
Po 9, 10 miesiącach okazało sie że nasza sprawa została zamknięta już po 4 dniach od zgłoszenia (a mówili że wszystko było już ok) i nic nie da się zrobić - można wysłac odwołanie i znowu czekac.
Dowiedzieliśmy się później że to normalny proces, ponieważ UK nie ma już pieniędzy.
Wiem, że to zaboli ale z mojego szatańsko dobrego serca piszę szczerze - nie liczcie na tą pomoc, traktujcie ją jak wygraną w lotto... ponieważ możecie się przekręcić jak my kiedyś...
nawet na papierki dla świstaka nie starcza.
Jeszcze jedna rada - jak to z radami bywa prosto się pisze trudniej wykonuje) - podczas takich kryzysów stresowanie odbija się poważnie na psychice... bardzo poważnie. Myślenie dołuje, kombinowanie nie wypala... trzeba to jakoś przeczekać (jak co roku te miesiące zawsze były katasrofalne i nic się nie da z tym zrobić - rada- spróbujcie się jakoś odstresowywać, wyładowywać zalegające w was emocje które tworzą coraz to grubszą skorupę niechęci do siebie, do świata itp w zdrowy sposób... jeśli tego nie zrobicie może to sie "źle" skończyć - a podwójna deprsja u migrantów na obczyźnie jest tragiczniejsza niż obecna sytuacja z brakiem pracy
Pisze to wszystko ze swojego doświadczenia ponieważ przeżyłam to z Tomkiem na własnej skórze.
Życie to ciągły żart, trzeba sie nauczyć śmiać z jego częstego, czarnego humoru, albo... strzelić sobie w łeb.
Oczywiście lepiej o tej ostatniej ewentualności jak najszybciej zapomnieć.
Z pracą w innym mieście wygląda tak jak T. wcześniej mówił przez telefon - najpierw się przeprowadź, później dzwoń (faaaaak)
PZDR
od kordiana z podciętymi skrzydłami, ze skowytem bezpanskiego psa topiącego się w brudzie tego świata
A.
bez odbioru
Nadzieja bezpowrotnie odplywa. Nie wiem i nie wiem, co robic...
Bo tylko Fiolet w mojej krwi krazy i podtrzymuje przy zyciu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz