czwartek, 25 lutego 2010

z pamietnika Scousera vol. 56: wspomnien czar

Nie moglismy wczoraj zasnac. Wieczor byl temperaturowo dziwny. Pod koldra goraco, jak sie czlowiek odkryje, zimno. Ale to w niczym nie przeszkodzilo. Magia ciemnosci, wzmocnionych emocji i wrazen byla odczuwalna.

Dlugo rozmawialismy. Wzielo nas na retrospekcje. Wspomnienia naszych wywiadow, koncertow, naszych spacerow. Te spacery letnimi wieczorami po 3-go Maja w swietle gwiazd, przesiadywanie na lawce lapiac kazda nute wyplywajaca z hiszpanskiej gitary ulicznego grajka. Zapach kwiatow, pocalunki tak lekkie i delikatne. Cieplo trzymania sie za rece.

Albo wyjazdy. Szmajchelowy Lublin w pogoni za Coma i niebieski absynt. A potem meczaca, ale mila podroz w busie i wyskok na kabaret, ktorego nie zapomnimy do konca zycia.

Albo Indios Bravos i krowka od Gutka. Albo Juwenalia, gdzie bawilismy sie jak dzieci, szalejac na SkyMasterze. Czy Punky Reggae Live, na ktorym kazda melodia byla tak odczuwalna. I nasz pierwszy, wspolny Dzem. Bieg w ulewie i zasmiewanie sie z tego, ze przemoklismy do suchej nitki.

Kombinowanie, jak tu zasnac w swoich objeciach, omijajac spojrzenia rodzicow. Pomysly spania na hiustawce, albo meczacy odpoczynek w redakcji po imprezie u Lukasza.

Ten wieczor byl cudowny. Piekny. Zyjemy wspomnieniami, zeby pozostac w dobrych nastrojach. Bo ratunku nie widac. Cud sie jednak nie zdarzy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz